sobota, 3 września 2016

Rozdział 1 "Królestwo Edgeru"


Z ksiąg Wirliusza,
Legenda o katanie stworzonej z gwiazd
z kronik królestwa południowego.

Połowa ludności uważa, że królowa Maldi posiadała katanę od samych Bogów. Nie stwierdzono jednak czy to prawda, bowiem żyjący w tym czasie mieszkańcy nie pozostawili za wiele listów i kronik na ten temat. Jedyne co można stwierdzić to fakt iż, królowa posiadała katanę, lśniącą jak gwiazdy. Broń Maldi, jest przechowywana teraz w skarbcu królestwa północy. Choć dalej trwają dyskusje i badania, od kogo dostała gwiezdną katanę, to na pewno wiadomo, że sama katana była jedną z najlepszych broni. To dzięki niej, najmądrzejsza królowa uratowała wszystkie cztery królestwa. Dlatego nie możemy nigdy zaprzestać wychwalania Maldi i dziękowania jej, że uratowała naszą przyszłość – przyszłość przyszłych władców. 


Z balkonu smutnym wzrokiem patrzyłam na ciało księcia Masahiro owinięte w bandaże. Spoczywało w grobowcu świętego Deremiego. Grobowiec był koloru biało-srebrnego, a dach rozwijał się jak skrzydła ptaka, by ukazać zaprojektowane zagłębienie, zwane głową Boga Telemiego. Mój brat leżał przygotowany do pochówku.
Masahiro był następcą tronu Welberi, królestwa południowego. Jednak zamordowano go. Sprawcy jak dotąd nie odnaleziono, choć ja sama miałam podejrzenia. Wyjechał on na negocjacje z dzikim ludem północy, a z doniesień, tam właśnie pojawił się ON. Jeden z najlepszych wojowników, który nienawidziły czterech królestw, obwinia je o coś. Nikt nie zna jego powodów, choć przypuszczeń jest wiele.
  Po zakończeniu modlitwy przez biskupa miałam zaśpiewać pieśń do świętego Deremiego, który miał zaprowadzić duszę mojego brata do niebiańskiego raju. Czułam się wyjątkowo nie przygotowana do tego zadania. Nie byłam religijna – to kiedyś łączyło mnie z Masahiro. A co jeśli święty Deremi nie przyjdzie na moje wezwanie? Zakołysałam się niebezpiecznie nad tłumem przerażona. Właściwie to nie mnie poproszono, żebym zaśpiewała. Nie uwzględniono mnie w programie, a moją młodszą siostrę Ashi.    Przygotowywano ją do tej pieśni, od ponad trzech tygodni. Słyszałam tą pieśń raz czy dwa razy, ale nigdy wcześniej jej nie śpiewałam. To nie był mój zaszczyt.
Jednakże moja młodsza siostra, poprzedniego wieczoru zbyt wiele wypiła za jego duszę i próbowała zwymiotować wnętrzności w sali balowej.
  Modlitwa biskupa dobiegła końca – opisywał niebiański dom, mieszkanie Wszystkich Świętych, gdzie pewnego dnia każdy odpocznie w wiecznej błogości. Nie wymienił wyjątków. Każdy wiedział o kogo chodzi. Geleni. Osoby, które zostały wyrzucone z wspólnoty za używanie magii śpiewu bez pozwolenia. Choć była jeszcze jedna nazwa dla takich osób, ale ta nazwa dotyczyła tylko czterech kobiet.
- Niech tak się stanie! – ogłosił na sam koniec.
Był to dla mnie znak, abym zaczęła śpiewać. Poczułam gule w gardle, która nie pozwalała mi rozpocząć. Nie miałam pojęcia jak zacząć, a kpiący wzrok mojej siostry nie pomagał.
  Ksiądz odchrząknął, lecz ja stałam jak słup soli i z trudem łapałam oddech.
Starałam się znaleźć coś na czym mogłabym się skupić. Skośne promienie letniego słońca; złote sztandary; renerie gnieżdżące się w drzewach.
  Moje spojrzenie padło na jedną z rodzin. Młoda matka z trójką dzieci starała się je uspokoić, ale żadne z nich nie słuchało. Pot na ciele kobiety był dobrze widoczny, a cienie pod oczami dodawały jej kilka lat. Pomiędzy jej brwiami można było zobaczyć kilka zmarszczek, które musiały powstać przez stres dziewczyny. Jedną ręką trzymała swojego syna, a drugą przytulała małą dziewczynkę. Najmłodsza latorośl był w kocyku, przywiązana do szyi matki.
  Potrzebowała spokoju Niebios. Niewiele wiedziałam o Bogach i niebie, ale znałam smutek, i muzykę jako najlepsze lekarstwo.
  Zaczęłam cicho, niepewna, ale słowa zaczęły same mnie odnajdywać, a moja pewność wzrastała. Czułam jak moje ciało zaczyna wypełniać muzyka, która chciała się uwolnić na zewnątrz. Lecz w głębi duszy czułam, że nie mogę jej uwolnić, bo przez to splamię imię mojej rodziny.
  Są słowa, które przemawiają dobitnie jak czyny, które są robione logicznie i w sposób nieunikniony z jednego, czystego uczucia. Należy do nich pieśń uczuć, jakby jej tekściarz próbował powiedzieć „Poznajcie uczucie jak kogoś stracić”.
Powtórzyłam to dwa razy, nie chciałam jej wypuścić, czułam ze wtedy stracę coś ważnego. Wreszcie uwolniłam ostatnie słowo, wytężyłam słuch w oczekiwaniu na reakcję ludzi. Nie było oklasków, stosownie do powagi okoliczności, lecz sama cisza zdawała się ogłuszająca. Nie było żadnego poruszenia, a słyszalne był tylko powiew wiatru. Zniknęłam z balkonu i weszłam do salonu oddychając poruszona. Nie czułam czegoś takiego od dawna. Krew nadal we mnie buzowała, a w mojej głowie pojawiały się różne myśli.

*****
            Szłam niepewnym krokiem, słuchając gratulacji od muzyków dworskich. Koharu, mój samozwańczy sługa i przyjaciel, podbiegł do mnie od tyłu i położył mi rękę na ramieniu, na co nie miałam w ogóle ochoty.
- Księżniczko! To by wspaniałe! Piękne!
  Podziękowałam mu wyczerpana i odsunęłam się do niego.
- Widziałeś moich rodziców? – spytałam, machając do niego rękami.
 Koharu trajkotał dalej jak to byłam wspaniała, a jego okrągłą dziecięcą twarz okalały srebrne włosy, które świetnie kontrastowały z jego bladą skórą. Jeżeli zaczął już gadać to nie było końca. Młody chłopak opowiadał jakie uczucia nim targały i innymi zebranymi ludźmi. Spojrzałam na ścianę i westchnęłam zmęczona. Nie miałam żadnej ochoty z nim rozmawiać, ale nie potrafiłam nie niego nakrzyczeć. Był słodkim i głupiutkim sługą, ale także moim najlepszym przyjacielem. Zazwyczaj to z nim spędzałam czas albo z moim obrońcą, którego wręcz nie znosiłam.
  Zauważyłam błysk złota w jego kieszeni. Co to za szaleństwo – Koharu dostał złotą monetę.
Uniosłam głowę do góry i rozejrzałam się, czuja czyjąś obecność. Przesuwałam wzrokiem od wrót salonu, przez schody, wzdłuż korytarza.
  Spojrzałam z powrotem na chłopaka, który teraz wpatrywał się w ziemię, jakby coś sobie przypomniał.
- Kto ci to dał? – spytałam.
Nie odpowiedział, starannie wsunął głębiej przedmiot do swojej kieszeni.
- Dobrze – szepnęłam. – Nie mów mi.
Był zdenerwowany.
- Nie mam zamiaru ci powiedzieć.
Odetchnęłam, próbując się na niego nie złościć. Odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę mojej komnaty. Drzwi mojego pokoju były koloru beżowego, ozdabiały go również błękitne diamenty. Mój pokój był koloru szarego, a na samym środku było ogromne łóżko z baldachimem. Ściany ozdabiały różne obrazy, przedstawiające historie mojego rodu. Po prawej stronie od łóżka, była wielka szafa w kolorze beżu. Rzuciłam się na moje łoże i wtuliłam się w miękką poduszkę. Starałam się uspokoić po dzisiejszym dniu i uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa, bo moja siostra nie miała mnie jak wyśmiać. Jednak to był dobry dzień.

*****
„Mary, wbrew temu, jak miewa się ogród Twój. Nie odchodź, bo nie ma nigdzie miejsca dla nas dwóch. Odpowiedź jej to śmiech, który zranił serce me”. – Widzę ją, ale nie mogę podejść. Kobieta w czarnym płaszczu siedzi przy rzece. Cały czas śpiewa tą zwrotkę, tak jakby nie chciała jej uwolnić. Mogę zauważyć u niej szarą, zmarszczoną skórę, a także wiele blizn. Oczy dziewczyny są zasłonięte przez grzywkę. Przywołuje mnie ręką, abym bliżej podeszła. Boję się to zrobić, ale biegnę w  stronę nieznajomej. Poczułam jak o coś się potykam, wywaliłam się tuż przed nią. Kiedy zaczęłam wstawać obraz zaczął ciemnieć, a ona znikać. Krzyczałam głośno pytając się kim jest, ale ona nie odpowiadała. Uśmiechnęła się i powiedziała mi tylko jedną rzecz.
- Za niedługo moje dziecko.....

            Otworzyłam oczy zalana potem. Mój oddech przyśpieszył, a ja rozglądałam się po pokoju. Znowu ten sam sen. Nie wiedziałam kim jest ta osoba. Bałam się dowiedzieć, bo czułam ze wtedy wszystko się zmieni. Do mojego pokoju weszła Ashi. Moja młodsza, lepsza we wszystkim siostra.
- Wczoraj jak widzę poszczęściło ci się, ale tak czy siak – uśmiechnęła się do mnie sztucznie. – Ja zaśpiewałabym to lepiej.
 Nie miałam zamiaru jej odpowiedzieć. Nie miałam szans wygrać z nią potyczek słownych. Zawsze wygrywała ona. Tak jak się zjawiła, tak szybko wyszła.
 Nasi rodzice nigdy mnie nie chwali – tak samo było z Masahiro. Ashi była ich oczkiem w głowie, a my tylko dodatkiem, tylko starszym rodzeństwem. Ani ja, ani mój brat nie byliśmy tak traktowani jak nasza siostra. Nawet jak byliśmy młodsi. 
 W swoje dłonie wzięłam podręcznik od historii. Jedyne co miałam od rodziców to najlepszych nauczycieli.
Otworzyłam ją w momencie, w którym skończyłam.
„Dawno, dawno temu była sobie para staruszków. Żyli oni z uprawy roli i musieli ciężko pracować, by mieć co jeść dla siebie i swojej córki. Mężczyzna ścinał trawę dla okolicznych chłopów, a w tym czasie jego żona dbała o gospodarstwo domowe i o ich małą królewnę. Jednak ich szczęście zakończyło się bardzo szybko. Pewnego dnia do małego domku przyszli bandyci, którzy z zimną krwią zabili małżeństwo. Jedyną osobą, która przeżyła była ich córka. Maldi. Dziewczynkę przygarnęła rodzina królewska, która nie mogła mieć dzieci. Mała osóbka tęskniła za swoimi prawdziwymi rodzicami, ale była wdzięczna osobą, które ją przygarnęły. Starała się sprostać ich wymaganiom, co udawało się. Dwa lata później jej przybrani rodzice, przygarnęli kolejną dziewczynkę o imieniu Nyx. Maldi pokochała od razu swoją młodszą siostrę i opiekowała się nią. Dziewczynki zaprzyjaźniły się od razu i były dla siebie wszystkim. Król i królowa kochali swoje córki i starali się traktować tak samo. Kiedy ich najmłodsza córka była w wieku piętnastu lat postanowili zrobić ją następcą tronu. Czarnowłosą nastolatkę wypełniła duma. Maldi przez pierwsze pięć lat wspierała siostrę, ale kiedy dowiedziała się o jej planach, postanowiła poinformować rodziców. Młoda następczyni chciała wypowiedzieć wojnę ich sojusznikom i zagarnąć ich ziemie. Parze królewskiej nie spodobał się ten pomysł i starali się wymyślić plan, jak zrzucić z tronu Nyx. Błękitno włosa kobieta wymyśliła podstęp jak pokonać swoją siostrę i poinformowała o tym swych opiekunów. Za pozwoleniem zaciągnęła kobietę do lasu i tam pokonała przebijając ją kataną na wylot. Zostawiając ciało swojej siostry, kobieta płakała. Trzy lata później została ogłoszona królową Edgeru. Jednak dwa miesiące po objęciu tronu, ożywiła swoją siostrę magią śpiewu. Nyx wyglądała na szczęśliwą, ale w jej sercu była nienawiść do siostry. Pomogła jej pokonać Tsuki, jak reszta magów, ale  nienawiść w sercu dziewczyny była ogromna. Kiedy miała okazję do zamordowania swej siostry, nie zrobiła tego. Mała cząstka miłości do niej, została w jej sercu i nie była w stanie popełnić tej zbrodni. Wspierała Maldi i po kilku latach zrozumiała czemu ją powstrzymała”.
 Odłożyłam książkę i zamknęłam oczy. Czytałam tą historię piąty raz i dalej wywoływała we mnie te same uczucia. Nie wspomnieli tam ze królowa Maldi była także elfem... Tak samo jak ja. Mnie i królową łączyła rasa i kolor włosów. Była najmądrzejsza i starała się wszystko rozwiązać pokojowo. Wstałam szybko i po ubraniu na siebie czarnych spodni i białej koszulki, poszłam szybko do salonu.
 Tak jak myślałam w salonie siedzieli moi rodzice razem z moją siostrą. Spojrzenie mojej matki spoczęło na mnie. Na moje ubranie popatrzyła sceptycznie i wróciła do pogawędki z blondynką, która była ubrana w piękną fioletową suknie. Usiadłam na fotelu i złapałam za jedną z ksiąg od muzyki. Czułam wzrok moich rodzicieli na sobie, ale nie zamierzałam na nich popatrzeć. Nie pochwalą mnie. Tego byłam pewna. A skrytykują.
- Nanali... Twój wczorajszy występ mógł być lepszy. – Głos mojej mamy odbijał się echem po pokoju.
- Muszę się zgodzić z twoją matką, córko – czułam palący wzrok mojego ojca.
  Zacisnęłam mocno palce na księdze i uspokajałam oddech. Czułam jak moje palące policzki są co raz bardziej czerwone, słysząc cichy śmiech mojej siostry.
- Rozumiem – szepnęłam cicho i rozluźniłam uścisk na książce.
 Skuliłam się w fotelu i czytałam powoli, ale wszystkie słowa zlewały mi się w jedno. Zagryzłam mocno wargę widząc jak moja siostra ponownie dostaje to co chce.
- Musimy jeszcze coś wam ogłosić. – Zaczął powoli ojciec. – Skoro Masahiro nie żyje, musimy jedną z was wybrać na następce. Bardzo byśmy chcieli, abyś to była ty Ashi, ale jednak musimy wybrać ciebie Nanali. Z racji tego iż jesteś starsza, a rada nie zgadza się, aby tron objęła Ashi.
 Wybrali mnie tylko i wyłącznie dla tego. Gdyby nie decyzja rady to moja młodsza siostra objęła tron. Rządziłaby i zniszczyła nasz kraj.
- Dlatego Nanali będziesz miała teraz więcej obowiązków. Musisz nadgonić wszystko co umiał twój brat.
 Kiwnęłam głową i odłożyłam książkę na półkę. Wstałam i poszłam do ogrodu różanego. Uklękłam wąchając powoli róże. Zamknęłam oczy czując łzy. Nie chciałam płakać. Nie robiłam tego od śmierci dziadków.


*****

Opierał się o wieżę w zamku i obserwował ją swoimi fiołkowymi oczami. Uśmiechnął się delikatnie widząc jak podbiega do niej jej obrońca i sługa. Złapał za swoją broń i przygotowywał się do skoku. Uwielbiał zaskakiwać ludzi, a tym bardziej chciał zetrzeć ten uśmieszek temu gnojowi. Słyszał jak to opowiada ze pokonałby go jednym palcem. Znał takie księżniczki jak ona. Puste i podkochujące się w swoich obrońcach. Jednak jakie byłe jego zdziwienie widząc jak wrzeszczała na swojego rycerza. Mylił się. Wiedział już, że z tą dziewczyną nie będzie nudów.


********
Hej! Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Przepraszam ze tak długo nie było, ale nie miałam zbytnio czasu, aby zacząć pisać. Dziękuje serdecznie takiemu małemu cośkowi, który poprawił błędy w rozdziale.

Pozdrawiam.

Obserwatorzy

©ZaulaAveline